Tadeusz Pawlikowski
jako dyrektor teatru we Lwowie
Tadeusz Pawlikowski, syn Heleny z Dzieduszyckich i Mieczysława, urodził się 9 listopada 1861 w Medyce. Jego dziad, Gwalbert Józef, założył w Medyce bibliotekę, był botanikiem i historykiem sztuki. Ojciec, literat i dziennikarz, uczestnik powstania styczniowego, był jednym z założycieli i redaktorów liberalno-demokratycznej „Nowej Reformy”. Młodszy brat Tadeusza, Jan Gwalbert, po studiach ekonomicznych, prawniczych i rolniczych, prowadził rodzinny majątek; ponadto był profesorem Akademii Rolniczej w Dublanach, jednym z pionierów na rzecz obrony przyrody tatrzańskiej oraz założycielem pisma „Wierchy”.

Tadeusz Pawlikowski – fotografia prywatna ok. 1900 (fot. Muzeum Historyczne w Krakowie)
„Tadeusz – jak pisało swego czasu pismo TEATR – przyszły dyrektor teatrów, do szkoły poszedł stosunkowo późno, jako dwunastolatek; nauka nie szła mu najlepiej, co jest eufemizmem. Ostatecznie nie skończył szkoły średniej i nie zdobył matury. Interesowała go muzyka; pragnął zostać dyrygentem. W drugiej połowie lat osiemdziesiątych pobierał lekcje gry na skrzypcach i fortepianie. Przez rok był studentem Królewskiego Konserwatorium Muzycznego w Lipsku – został skreślony z powodu braku talentu i, by tak rzec, nieczęstej obecności na zajęciach.
Latem 1886 poznał Idalię Kotarbińską, młodszą siostrę Józefa, aktora Warszawskich Teatrów Rządowych. Na ślub Idalii i Tadeusza w kościele świętego Józefa Oblubieńca (20 września 1888) przyszła „cała Warszawa”; widziano m.in. Elizę Orzeszkową, Adama Asnyka, Piotra Chmielowskiego i Kazimierza Zalewskiego, delegacje wysłały rodziny Dzieduszyckich, Kotarbińskich, Pawlikowskich, Potockich. Młodzi odbyli krótką podróż poślubną do Wenecji, po czym, jeszcze przed zimą, wrócili do Krakowa i zamieszkali przy Krupniczej. W końcu następnego roku urodziła im się córka Anna.”
W Krakowie Pawlikowski parał się głównie krytyką teatralną. 12 lipca 1893 gmina miasta Krakowa ogłosiła konkurs na sześcioletnią dzierżawę teatru. Jego rywalami byli: Jakub Glikson i Roman Żelazowski. Pawlikowski wygrał w cuglach. 12 października na pierwszą próbę wieczorną (przy świetle elektrycznym) przybył sam prezydent miasta Józef Friedlein. Dyrektorem Teatru Miejskiego w Krakowie w latach 1893–1899 i 1913-1915.
W 1900 roku T. Pawlikowski objął dyrekcję teatru we Lwowie. Moment, gdy sześć lat później żegnał się ze sceną lwowską, był okazją do wystawienia mu oceny. Jeszcze gorącej, ale przyznającej niebagatelny wkład Pawlikowskiego w dzieło rozwoju sztuki teatralnej we Lwowie. Jedna z nich ukazała się w warszawskim tygodniku „Świat. Pismo tygodniowe ilustrowane”. Przytaczamy ja w całości, zwłaszcza, że poza nakreśleniem sylwetki T. Pawlikowskiego, wspomina o okolicznościach poprzedzających objęcie przezeń fotela dyrektorskiego, jak i o jego następcy L. Hellerze.

Zespół krakowskiego teatru za kadencji pierwszego dyrektora – Tadeusza Pawlikowskiego, 1893 r., (fot. archiwum Teatru Juliusza Słowackiego)
„Dyrektor teatru – pisał 13 października 1906 roku tygodnik ŚWIAT – jest zawsze interesującym człowiekiem — p. Pawlikowski był nim podwójnie. Wśród modnych należał do najmodniejszych. W kołach i kołkach, zajmujących się kulisami teatru z tym niepohamowanym zapałem, który się czasami w ostry szał przeradza, otoczono go pewnego rodzaju nimbem. Uwieńczony nim mógł słusznie czuć w głębinach duszy odrobinę niesmaku z powodu tej natrętnej popularnej glorii, depczącej mu po piętach przy każdem poruszeniu, ale uchylić się od niej nie mógł. Wszystko się tak wybornie na to składało. Wielki pan (bodaj że nie milioner) dyrektorem teatru lwowskiego. Dla sensacyi na partykularzu, wielkim czy małym, nie jest to okoliczność bez znaczenia. A przy tem podobno, jako organizacya nerwowa, istna mimoza, przytem kapryśny, jak kobieta, fantasta, chimeryk, (…) napewno niezwykły, a oczywiście żyjący tylko wzruszeniami estetycznemi. Ta suma etykiet, posiadających nieskończone warianty, ścigać będzie p. Pawlikowskiego do deski grobowej, jako niezachwianie trwały plon dyrektury teatralnej we Lwowie.

Ogólna grupa personalu teatru miejskiego we Lwowie, w chwili zamknięcia sześcioletniego okresy dyrekcji Tadeusza Pawlikowskiego, artyści i artystki dramatu, opery i operetki wraz z członkami chórów i orkiestry, oraz personel pomocniczy techniczny, urzędnicy administracyjni i służba teatralna. Reprodukcya fotografii pamiątkowej oiarowanej przez personel ustępującemu dyrektorowi na pożegnanie [żródło: „Nowości Illustrowane” nr 27/1906]
P. Pawlikowski, łącznie z poprzednią imprezą krakowską, wytrwał na niełatwem stanowisku kierownika sceny polskiej okrągłych lat dwanaście i z tego już tytułu należałoby mu się coś więcej, niż zdawkowy podziw, podszyty grubą żądzą sensacyi i garść pożegnalnych wieńcow. Historya sztuki polskiej nie będzie mu mogła poskąpić karty poważnej, na której zsumuje i zasługi i błędy ustępującego dyrektora. Przy dzisiejszem rozstaniu, któremu towarzyszyć może tylko doraźna ocena, należy zapisać, iż ubył z nim teatrowi człowiek o wysokiej i niepowierzchownej kulturze duchowej, szczery czciciel piękna w linii, barwie, ruchu, słowie i myśli, dusza wytworna i wrażliwa. I człowiek do krańcowości niejednolity.
Opowiadano sobie, że po okresach energii twórczej, w których zapalał się i stwarzał arcydzieła głębokiego smaku, żył tygodniami całemi i dłużej po za teatrem, nie troszcząc się o jego losy i poziom. Stan taki nie mogł sprzyjać normalnemu rozwojowi sceny i musiał utrudniać wprowadzenie jej na trwałe wyżyny. Świetne, kwitnące okresy były niweczone przez następne, w których panowało zaniedbanie. Przytem był Pawlikowski wybornym reżyserem i wykształconym kierownikiem literackim, ale nie był zgoła administratorem, na czem cierpieć musiała ostatecznie i sztuka. Nieobliczalność ta, ten szereg zmian i niespodzianek, musiały wywołać pewne znużenie wśród artystów i publiczności, a sądy miłośników teatru o jego prowadzeniu wahały się między najwyższem uznaniem i niechętną krytyką.

Teatr miejski we Lwowie
Pamiętamy ów entuzyazm, z jakim przed ośmiu laty Lwów przyjął szereg występów drużyny artystycznej krakowskiej pod dyrekcyą Pawlikowskiego. Był to pod względem repertuaru i gry świetny teatr nowoczesny, jakiego lwowianie, przyzwyczajeni do aktorów starej szkoły, nie oglądali dotąd nigdy. W personelu świeciły gwiazdy tej miary, co Solski, Kamiński, Roman, Siemaszkowa. Przekonywaliśmy się wówczas ze zdziwieniem, że poza staroświeckim koturnem istnieje na świecie inna gra, która łączy realizm z poezyą, która śmieje się prawdziwym śmiechem i płacze prawdziwemi łzami, gra, która przed widzem prawdziwą głąb duszy otwiera. Przekonywaliśmy się, że między teatrem a życiem może istnieć jakaś inna, głębsza wspólność, oprócz wzruszeń melodramatycznych i napadów trywialnej wesołości. Podziwialiśmy zespół, w którym nie było rzeczy mniej albo więcej uwagi godnych ze stanowiska reżyserskiego, w którym wszystko tworzyło tak cudowną całość. Ten nowy, nieznany dotąd teatr, był dziełem Pawlikowskiego. Toteż, gdy Lwow przed sześciu laty wybudował teatrowi swemu nowy przybytek, oddano go Pawlikowskiemu wśród powszechnego zapału, mimo, iż wiele zalet przemawiało za kandydatem przeciwnym.
Sześć lat minęło. Historya ich przedstawia się jako pasmo ciągłego odbijania się nastrojów psychicznych kierownika na losach teatru. Nastroje te były nierowne i takiemi też były losy sceny. Widzieliśmy okresy, w których dramat lwowski wznosił się do wyżyn pierwszego dramatu w Polsce, aby wnet potem ustąpić miejsca rozwydrzeniu się operetki i farsy, anarchii w repertuarze i zaniedbaniu w reżyseryi. W miarę, jak sześciolecie zbliżało się ku kresowi, stawały się te świetne wybuchy coraz rzadszemi. Pierwsze lata stanowią złoty okres dyrektury Pawlikowskiego. Świeży jeszcze zasób energii kierownika, podniecanej nowością środowiska, sprzyjał pewnej ciągłości pracy. Lata ostatnie zaznaczyły się smutnym rozdźwiękiem. Z tem wszystkiem przecież nikt bezstronny nie zaprzeczy, że miała scena polska w Pawlikowskim kierownika wyższego typu, dyrektora artystę, który ukochał Sztukę i odczuwał ją prawdziwie, który nie schlebiał nigdy świadomie taniemu gustowi, a pragnął tłum wznosić na wyżyny. Jeżeli dyrektura jego, jako całość, może budzić słuszną krytykę, to i to też pewne, że nie służył mamonie, lecz – wedle sił swoich – pięknu, a że dla zadowolenia swoich aspiracyj estetycznych nie zawahał się rzucie kroci – choćby nawet nie zawsze z pożytkiem – to fakt ten obudzić musi przecież tylko szczerą sympatyę.

Lwów 1906. Zespół dramatyczny Teatru Miejskiego we Lwowie (dzisiaj siedziba opery) podczas uroczystości zamknięcia sześcioletniego okresu dyrekcji wybitnego polskiego reżysera Tadeusza Pawlikowskiego. W drugim rzędzie od dołu, w centrum siedzi wybitna polska aktorka Anna Gostyńska (w ciemnej sukni i kapeluszu), w tym samym rzędzie trzecia od prawej – Konstancja Bednarzewska. Nad Gostyńską w trzecim rzędzie piąty od lewej stoi Ferdynand Feldman (ojciec Krystyny Feldman). W górnym rzędzie pierwszy po lewej – Józef Chmieliński [fot. T. Bahrynowicz, opis zdjęcia Album Lwowski Beata Kost]
Mówiono o Pawlikowskim nieraz, że teatr lwowski, w którym nie zawsze pracować można dla samej tylko Sztuki, lecz trzeba pracować i dla kasy, jest dla niego za ciasnym terenem, aby mógł w całej pełni rozwinąć zasoby swej bogatej natury, powinienby mieć oddaną sobie do rozporządzenia scenę, której administracya mogłaby nie liczyć się wcale z deficytem i zostawić kierownikowi zupełnie swobodne ręce. Było w tem wiele prawdy. Przy nadmiernej wrażliwości zniechęcał się Pawlikowski łatwo trudnościami, wśród których nie ostatnie miejsce zajmowały trudności pieniężne, co nie mogło bez ujemnego wpływu pozostać na poziom teatru, a następnie nie oziębić tak serdecznego w początkach stosunku publiczności do dyrektora. Już po trzech latach był ten stosunek dość chłodny .Wtedy już przypomniał sobie Pawlikowski kostyczny aforyzm, którym go powitał stary praktyk teatralny Koźmian, winszując mu przed objęcia krakowskiego teatru: „Publiczność to kobieta lekkich obyczajów; nie znosi ślubów. Bywa ona niekiedy wierną kochanką, wiary małżeńskiej nie dochowuje nigdy.”
Przepowiednia sceptyka-dyrektora sprawdziła się. Lwów nie dochował dawnemu swemu ulubieńcowi wiary. Rozstanie było smutne i chłodne, aż nazbyt chłodne, z pewnych stron nawet prostackie.

Ludwik_Heller (1865-1926). W 1900 roku przegrał z Tadeuszem Pawlikowskim konkurs o stanowisko dyrektora teatru w Lwowie. W lipcu 1906 po ustąpieniu T. Pawlikowskiego objął, w wyniku konkursu, stanowisko dyrektora teatru lwowskiego i prowadził go przez lat dwanaście (z krótką przerwą w czasie wojny).
I wreszcie okrzyk: Król umarł – niech żyje krol! Teatr objął p. Heller. Nowy dyrektor, dawny adwersarz Pawlikowskiego, dziś jego następca, nie jest nowym człowiekiem. Dyrektura jego zamknęła niegdyś połwiekowy okres teatru lwowskiego w gmachu Skarbkowskim. Jest natomiast antytezą swego poprzednika. Posiada wszystko to, czego jemu niedostawało: niezmordowaną pracowitość, systematyczność, rzutkość, wytrwałość, uporczywą energię. Tej ostatniej złożył dowody, mogące respekt obudzić. Kiedy przed sześciu laty padł, jako kandydat o teatr, pozostała mu wiara, że doczeka się jeszcze raz swej kolei. Tymczasem atoli trzeba było uczynić wszystko możliwe, żeby wśród tych długich sześciu lat, jakie go czekały, utrzymać się na powierzchni. Stworzył wspaniałą Filharmonię, o jakiej Lwów nigdy nie marzył i przez deski jej przeprowadził połowę gwiazd muzycznych Europy; po roku wszakże Filharmonia musiała zamknąć swe podwoje. Wyjechał z operetką do Warszawy, lecz gościnne władze przerwały przedstawienia. Zorganizował Towarzystwo operowe, które dało cykl przedstawień w Krakowie, w Łodzi, w Wilnie i w Petersburgu; w tem ostatniem mieście deficyt zabił imprezę. Wypłynął wkrótce w Mediolanie jako dyrektor nowej trupy operowej, inaugurując „Halką” szereg polskich przedstawień; ale sukcesy kasowe pozostawały daleko w tyle za artystycznemi i staggione musiała się urwać w połowie. Wreszcie dobił do upragnionej przystani, nie znużony tylu przeciwnościami, bogatszy o tyle doświadczeń. I ufa, że mu publiczność, którą uroczyście poślubił – dochowa wiary.”
„Świat. Pismo tygodniowe ilustrowane” nr 41/1906 z 13 października 1906 r.
(opr. M. P.)
POSTACIE Z HISTORII:







