PEWNEGO RAZU W GALICJI

Motorowe sanki i dźwigniowy rower

czyli dziwne wynalazki rodem z Galicji

Choć Galicja była krajem biednym i zacofanym, pojawiali się i tutaj wynalazcy, których dziś z dumą pewną wspominamy. Dają przecież swoim istnieniem odpór tezie o zupełnej ciemnocie ludzi Galicję zamieszkującyh. Wspomina się zwłaszcza Jana Szczepanika, na którego wręcz obecnie jakaś moda nastała. Piszę się, ale to już rzadziej o Franciszku Rychnowskim ze Lwowa czy o Adamie Ostoi-Ostaszewskim ze Wzdowa. Poza tymi gigantami myśli technicznej, byli rzecz jasna i inni, o których prasa ówczesna wspominała, mając nawet nadzieję, że ich wynalazki „już niebawem” staną się wręcz powszechne. Przypomnijmy zatem za „Nowościami Illustrowanymi” kilku panów, którzy pewnego razu, czasami na dalekiej prowincji, zaprojektowali urządzenia i maszyny, które miały polepszyć los mieszkańców tego zapomnianego przez Boga kraju.

Ulepszone kasy automatyczne *

„Z prawdziwą przyjemnością przystępujemy dziś do zapoznania szerszego ogółu z wynalazkiem, który tak świetnie się udał znanemu kupcowi lwowskiemu p. Edwardowi Janikowi”, współwłaścicielowi spółki „Musiałowicz i Janik”, która na rogu ul. Trzeciego Maja i Jagiellońskiej we Lwowie prowadziła restaurację. Spółka działała w latach 1893-1908, po czym pan Janik z niej wystąpił. Zanim jednak to nastąpiło E. Janik wynalazł i skonstruował „kasę rejestrującą, która niezawodnie wyprze zupełnie dotychczas istniejące. Te ostatnie bowiem posiadają jeszcze wiele braków, a najgłówniejszym jest ten, iż nie są urządzone tak, aby potrafiły utrzymać w tajemnicy przed niepowołanem okiem wysokość targu dziennego, gdyż gotówka w tych kasach się znajdująca jest personelowi przystępną, a co ważniejsza, nie usuwały one możności strat, wynikających z omyłek przy zmianie pieniędzy, lub strat wynikających z innych niedokładności.”

Restauracja spółki „Musiałowicz i Janik”, która mieściła się na rogu ul. Trzeciego Maja i Jagiellońskiej we Lwowie

„Kasa p. Janika – pisała gazeta krakowska – usuwa wszystkie te braki. Za naciśnięciem guzików podaje ta kasa do ostatniej pozycyi kwotę wpłaconą, drukuje zapłaconą pozycyę na osobnej taśmie papierowej i uwidocznia tę kwotę płacącemu, oraz w mgnieniu oka oblicza i wypłaca automatycznie resztę, nota bene z kasy, która jest stale zamkniętą, do której przystęp ma jedynie posiadacz klucza. A podnieść to należy, że aparat, operuje równocześnie monetą złotą, srebrną, zdawkową i banknotami.

Najciekawszym jest fakt, że w kołach fabrykantów kas regestrowych, które dysponują całym sztabem zawodowych techników i wynalazców, uchodziło skonstruowanie tego rodzaju maszyny za rzecz absolutnie niewykonalną; tern większy jest więc tryumf naszego wynalazcy, do którego zgłosiły się już bardzo poważne firmy zagraniczne, chcące nabyć wynalazek ten, opatentowany we wszystkich prawie krajach cywilizowanych,

Ilustracya nasza przedstawia maszynę tę, którą mieliśmy sposobność oglądać w ruchu.”

Sanki motorowe **

„Brak wielkich zakładów przemysłowych – pisała w 1910 roku krakowska gazeta – uniemożliwia nam rywalizacyę z zachodem Europy na polu technicznych postępów (…). Mimo to możemy być dumni, że nie brak nam jednostek, które mimo tych trudnych i ciężkich warunków dochodzą do konkretnych i pomyślnych rezultatów, przynosząc sławę imieniu polskiemu.

Jednym z takich nieugiętych pracowników na polu technicznym jest p. Bronisław Głowiński, kierownik fabryki maszyn rolniczych w Tarnopolu. W młodym wieku zwiedzał Amerykę, Indye, warsztaty pracy na zachodzi Europy i tam miał sposobność przekonać się, jak wysoko stoją te kraje pod względem postępów techniki. Po powrocie do kraju zajął się zrealizowaniem swych pomysłów technicznych. Zaczął więc pracę nad skonstruowaniem saneczek motorowych (…). Wśród masy pomysłów i modeli, sanki motorowe p. Głowińskiego zajmują bezsprzecznie jedno z pierwszych miejsc.”

„Dotychczas odbyte próby udowodniły, że sanki te będą mogły zimą zupełnie dobrze zastąpić wóz motorowy. Motor o sile 2 i pół koni nadaje tym saneczkom, zbudowanym jako model przez wynalazcę, chyżość 30 klm. na godzinę. Tylne koła zębate są tak złożone, że można je odpowiednio wysoko do grubości śniegu nastawić. Zęby czepiają się śniegu i puszczają sanki w ruch. Próby dotychczasowe udowodniły, że pod górę idą te sanki równie dobrze jak i po równi. Należy się spodziewać, że w najbliższym czasie wynalazca zbuduje większy model i jeżeli nie tej zimy to następnej, kwestya sanek automobilowych może być już definitywnie rozstrzygniętą.”

Trzeba w tym miejscu trzeba jednak wspomnieć, że nazwisko Głowińskiego związane jest z konstrukcją i demonstracją lotniczą jednopłatowca, który w 1911 roku wzbudził spore zainteresowanie. Póki co nie jesteśmy w stanie odpowiedzieć, czy chodzi o jedną i tą samą osobę. B. Głowiński „od sanek” miał być bowiem kierownikiem fabryki, natomiast Bronisław Głowiński (1880-1918) „od aeroplanu” identyfikowany jest jako pracownik sektora bankowego.

Samolot Głowińskiego na Błoniach Tarnopolskich. (Źródło: Praca zbiorowa ”Ku czci poległych lotników. Księga pamiątkowa.”. Wydawnictwo Komitetu Budowy Pomnika Ku Czci Poległych Lotników. Warszawa 1933).

W każdym razie „budowa samolotu była realizowana w warsztacie mechanicznym brata konstruktora i w szopie, służącej za warsztat stolarski i pomieszczenie do montażu samolotu. Na samolocie zainstalo­wano mocno zużyty silnik Anzani, który Głowiński wyremontował.” Niestety później okaże się, że zamontowanie tego silnika nie było najlepszym pomysłem.

Na przełomie maja i czerwca 1911 r. B. Głowiński zorgani­zował publiczną prezentację swojego samolotu, która – trzeba przyznać – wzbudziła ona spore zainteresowanie. „W maju 1911 r. Głowiński na Błoniach Tarnopolskich wykonał pierwszy lot, a następnie w lecie dokonał dalszych wzlotów na swym samolocie. Po zrealizowaniu lotów próbnych samolotu w Tarnopolu planował urządzenie pokazów we Lwowie. Chciał zdobyć nagrodę miejską za lot z błoń Janowskich na Wysoki Zamek. Ponieważ konstrukcja samolotu była ciężka, a silnik zużyty, samolot wykonywał tylko długie skoki i bardzo krótkie loty. Po wykonaniu kilkudziesięciu silnik uległ uszkodzeniu.”

Na koniec warto wspomnieć również, że swój udział w rozwój awiatyki wniósł znany nam Witold Tranda, który po wyjeździe z Przemyśla rozwinął we Lwowie dość znacząco swoją firmę. Pracownia Mechaniczna Witolda Tranda we Lwowie wykonała w 1910 r. zaprojektowany przez Willibalda Golda jednopłatowiec, który w stanie niedokończonym był wystawiony w październiku 1910 r. na Pierwszej Wystawie Awiatycznej we Lwowie.

Rower dźwigniowy ***

„Rower, najpopularniejszy obecnie bezsprzecznie środek komunikacyjny, doczekał się udoskonalenia przez najnowszy wynalazek p. Bazylego Łopatyńskiego, technicznego urzędnika Wydziału krajowego, zamieszkałego w Buczaczu. Rower ten został już opatentowany we wszystkich państwach cywilizowanych. System przenoszenia siły zmienia w zupełności dotychczasowy sposób poruszania roweru (…).

Przewodnia myśl wynalazku jest nadzwyczaj prosta i polega na tem, że siły nacisku nóg przenosi się zapomocą dźwigni na tylne koło; przytem wykonywa się nogami ruch stępowy, nie różniący się od zwykłego chodu, zamiast dotychczasowego ruchu obrotowego, męczącego i nienaturalnego. Na rowerze tego systemu ułatwiona jest szczególnie jazda pod górę (…). Wobec dotychczasowych ofert poczynionych wynalazcy, spodziewać się należy rychłego rozpowszechnienia rowerów nowego systemu.”

Aparat higieniczny do piwa ****

„Myśl ludzka – pisała prasa również w 1910 roku –  biegnie wciąż naprzód i we wszystkich kierunkach życia codziennego przynosi ulepszenia i wynalazki, które w bardzo wielu razach są dla ogółu z nieobliczonemi korzyściami połączone. Do takich szczęśliwych pomysłów, korzystnych dla ogółu, zaliczyć trzeba w ostatnich czasach wynaleziony mechanizm hygieniczny, zastosowany przy aparatach piwnych do mycia szklanek, kieliszków i wszystkich przewodów piwnych.

Jest to doniosły wynałazek, zmieniający i usuwający dotychczasowy system mycia szklanek w szaflikach, gdzie stek zarazków ma swoją siedzibę, oraz z rur; przeprowadzających piwo z beczki do szklanki, usuwający wszystkie nieczystości i osad z drożdży. I dziś, kiedy niniejszy mechanizm opatentowany w zastosowaniu do aparatów piwnych, okazał się bardzo praktyczny i niezbędny, podnosimy z uznaniem pracę rodaka naszego i Krakowianina p. P. Horowitza, załączając jego podobiznę przy aparacie i życząc mu na tem polu dalszych sukcesów.”.

 

Na tym kończymy krótki przegląd wynalazków Galicjan, które niekoniecznie były wynalazkami epokowymi. Posiadamy przy tym świadomość faktu, że w Galicji rodziły również się również pomysły, których echo niosło się daleko poza jej granice.

(opr. Maciej Pietrzak)
Źródła:
*  „Nowości Illustrowane” nr 3/1905 z 3 czerwca 1905 r.
**  „Nowości Illustrowane”  nr 39/1910 z 26 lutego 1910 r.
***  „Nowości Illustrowane” nr 2/1910 z 8 stycznia 1910 r.
****  „Nowości Illustrowane” nr 26/1910 z 25 czerwca 1910 r.