Domy uciech, szulernie i tragedie miłosne
czyli ciemna strona miasta (Przemyśl 1904 r.)
Jest rzeczą chyba oczywistą, że w mieście takim jak Przemyśl, który prawie wszyscy współcześni uważają za gwiazdę jaśniejącą wśród miast galicyjskich, musiały zdarzać się wypadki i sytuacje, których raczej wstydzić się powinno. Znaczna podaż usług pań lekkich obyczajów, która przyćmiewała okoliczne miasta i miasteczka, nie przysparzała miastu chwały. Do tego dochodziły zwykłe burdy i kradzieże, nie mówiąc o okazjonalnych morderstwach i aktach dzieciobójstwa, które również się zdarzały. Wśród osobliwości ciemnej strony miasta znajdował się również hazard, który – jak się okazuje – tępiony był bardziej zdecydowanie niż prostytucja. Wśród mniej optymistycznych wydarzeń sporą grupę stanowiły samobójstwa. Pomijając te, które dotyczyły żołnierzy stacjonujących w twierdzy, trzeba odnotować ich występowanie wśród zwykłych cywili. Przytoczymy tylko dwa wypadki, które z uwagi na swój charakter, stanowić mogą wątek romantyczny całej ciemniej strony miasta.
W imię publicznej moralności
W marcu 1904 roku przemyska gazeta donosiła co następuje: „Dochodzą na liczne skargi z ul. Dworskiego (pod numerem 67 – red.), że znajdujący się tam dom rozpusty jest źródłem zepsucia dla dzieci mieszkających w sąsiedztwie, a powodem ciągłych niepokojów dla mieszkańców domów sąsiednich. Wyuzdane kobiety w chwilach wolnych (…) wyprawiają awantury po ulicy, niepokojąc mieszkańców nieraz po całych nocach.” Zaapelowano nie tyle o o likwidację przybytku, co jego przeniesienie „w miejsce bardziej stosowniejsze”. [„Echo Przemyskie” nr 23/1904]
Nie trzeba było długo czekać, aby w gazecie można było przeczytać gorące słowa poparcia, jakie płynęły ze strony oburzonych całą sprawą obywateli.
„Wielce Szanowna Redakcyo – pisał czytelnik – prosimy jednak tego nie zaspać i w swoim piśmie zapytać policyę czy jest takie przechodnie miejsce odpowiednie na dom rozpusty, gdzie w tym samem prawie domu, bo pod jednym numerem znajduje się szynk, do którego prostytutki, zamieszkałe w domu rozpustnym setki razy dziennie wchodzą urządzając tam formalną obławę na mężczyzn żonatych i dzieciatych; gdy ci się przypadkowo w podchmielonym stanie znajdują, zostają od prostytutek do swego haniebnego instytutu zaciągani, z czego często między małżonkami kłótnie (…) nie brak nawet często i bójek (…). Nadto przecież ulica Bociania, która się znajduje na skręcie ulicy Dworskiego, jest ulicą zaludnioną i znajdują się w niej setki dzieci szkolnych a mianowicie: seminarzystki, gimnazyaliści, jakoteż nie brak i dziatek, które uczęszczaj do szkół normalnych i o wiele młodszych dzieci, które muszą przechodzić przez dom rozpustny, gdy potrzebują pójść do miasta celem uczęszczania do szkoły;(…) często się przypatrują, jak nierządnice całymi dniami różne niemoralne figle płatają; a gdy dzieci do domów wracają, stawiają matkom często takie pytania aby im wytłumaczyć co od prostytutek na ulicy widziały, czego uczciwa kobieta nawet przez usta. wypowiedzieć nie jest w stanie. Czyż nie jest to dla dzieci zaraza moralna? A przez dom ten rozpustny każden, kto mieszka na ulicy Bocianiej przejść musi, bo dom ten położony przy chodniku, czego ze względów moralnych być nie powinno.(…) Czy Policya tego nie widzi?
Redakcja, sprawę uważała za nader ważką i pisała na sam koniec: „Zakłady takie, to jaskinie, w których w objęciach namiętności ohydnej, giną setki i tysiące młodych istot, składając swą urodę, swe wdzięki, siły młode na służbę instynktów brutalnych.(…) Gdzie ustawa je toleruje, piętnując jednak na zewnątrz i usuwając je z pośród mieszkań ludzkich, by one widokiem swym nie raziły niczyich oczu, tam stan moralny jeszcze znośny i ale co powiedzieć o społeczeństwie, które cierpi takie rzeczy, jak n. p. sceny opisane w powyższym liście? Cześć się należy i uznanie tym matkom, które tak wymownie napiętnowały wyuzdanie nierządnic, występując tem samem w obronie nie tylko dzieci swoich, ale i społeczeństwa przemyskiego (…). [„Echo Przemyskie” nr 26/1904]

Sprawa domów uciech co rusz przewijała się na łamach lokalnej prasy. Dla niektórych jednak bywalców nie tylko z uciechami były kojarzone. Oto w numerze 29 „Echa Przemyskiego” z 1904 roku taka oto ukazała się wzmianka:
„Z jaskini ludzkiego upodlenia. W domu rozpusty Maryi Sadzenickiej przy ul. Dobromilskiej pobito w niedzielę, niejakiego Jana Babiaka ślusarza, który przyszedłszy tam w podpitym stanie i począł wyprawiać burdy z kochankiem Sadzienickiej Józefem Jaworkiem. Jaworek przy pomocy kochanki powalił go na ziemię i zadał mu dwa cięcia siekaczem w plecy i jedno cięcie w głowę; bawiący tam mężczyźni zawiadomili policyę i lekarza Dra Kellera, który kazał Babiaka odstawić natychmiast do szpitala; życiu Babiaka zagraża poważne niebezpieczeństwo i słaba jest nadzieja utrzymania go przy życiu, ma bowiem rozciętą czaszkę. Sprawców pobicia aresztowano i odstawiono do sądu.” [„Echo Przemyskie” nr 29/1904]
Na jakie wybryki pozwalały sobie wesołe córy Ewy zamieszkujące dom nierządu przy ulicy Buszkowickiej niech posłuży następujący przypadek. ” W dniu 6 bm. w samo południe, gdy dzieci powracały ze szkoły, dwie nocne boginie wyszedłwszy z tego domu w dość podochoconym stanie, wszczęły najsamprzód ze sobą kłótnię lżąc się najgorszymi słowami i okładając przy tem ręcznymi pocałunkami po twarzy, a kiedy jedna z nich nie mogąc utrzymać się na nogach z powodu zbyt wielkiej ilości otrzymanych takich pocałunków, runęła na ziemię – druga z nich porwawszy ją za nogi wśród wielkiego zbiegowiska, ciągnęła ją dość duży kawał po ulicy w sposób urągający wszystkiemu. I nie wiadomo jakby się to skończyło, gdyby nie widzowie którzy sprzykszywszy sobie ohydne widowisko nie zainterweniowali i rozwcieklone nadobne córy nie rozbielili. W ogóle mieszkańcy tej ulicy od dnia otrzymania prezentu europejskiego w postaci domu nierządu ustawicznie są w nocy nagabywani przez nocnych włóczęgów pukających do okien a dzikie wycia i wesołe wyuzdane śpiewy bogiń nocnych przy dźwiękach harmonii tymże towarzyszących budzą ze snu spokojnych obywateli (…). [„Echo Przemyskie” nr 83/1904]

Hazard w Przemyślu
„Hazardowa gra w karty – pisały w 1904 roku Nowości Illustrowane – zniszczyła już nie jedną egzystencyę ludzką, niejednego człowieka popchnęła do samobójstwa lub zbrodni i niejednego strąciła w otchłań nędzy. To też nic dziwnego, że władze występują przeciw grze takiej nadzwyczaj ostro, że ścigają ją na każdym kroku i winnych karzą surowo. Więc też hazard kryje się jak może, a głównie kryją się ci, którzy zeń ciągną porządne zyski. Kryją go więc fachowi gracze, których ofiarą rozboju padają naiwne jednostki, pragnące swe mienie grą podwoić, jeśli szczęście na to pozwoli, kryją go właściciele kawiarń i restauracyi, łakomiący się nie na zwykły, uczciwy zarobek, ale na grube opłaty od kart i „stolików”, kryją go i bogato urządzone salony i spelunki ostatniego rzędu. A te spelunki ostatniego rzędu, gdzie najuboższe warstwy ludności hazard porywa w swe szpony, rujnuje je i sprowadza na najgorsze drogi, to są najstraszniejsze jaskinie – i władze istotnie mają wielką zasługę, ilekroć wpadną na trop takiej kryjówki i raz na zawsze uczynią ją nieszkodliwą.
Taką jaskinię hazardu odkryła ubiegłego tygodnia policya w Przemyślu. !
Rozmaite wersye krążyły po owem mieście o tamecznej restauracyjce Bernarda Siegla przy ulicy Dobromilskiej. Władze policyjne baczną zwróciły uwagę na ten podrzędny lokalik, nieraz wkraczały niespodzianie, chcąc się przekonać, czy wieści o uprawianym tam hazardzie mają jakieś realne podstawy, ale zawsze napróżno. Właściciel lokalu i jego goście umieli udaremnić te zamachy policyi, w czas dowiadywali się zawsze o zamierzonych przez władzę rewizyach przy Dobromilskiej. Do czasu jednak dzban wodę nosi. Dziś dla lokalu tego bezpowrotnie minęły piękne dni Aranjuezu. Ajent policyi przemyskiej, Golec, patrolując zeszłego tygodnia w ulicy Dobromilskiej, całkiem niespodziewanie wtargnął wraz ze żołnierzami policyjnymi do tej restauracyjki i zastał przy „ferbelku” cztery indywidua: Judę Kupfera, Pinkasa Scharfa, Zallela Schlafa i Borucha Lippera.
Konsternacya graczy w chwili, gdy ajent Golec zjawił się, aby w „grze niewinnej” powiedzieć swoje „besser” i „po blindzie” była ogromna – lecz ciężko było im z losem walczyć. Karty i pieniądze leżące na stole padły ofiarą natychmiastowej konfiskaty i niefortunni gracze będą musieli w dodatku przed sądem odpowiadać za grę hazardową, jaką dłuższy czas już uprawiali…” [„Nowości Illustrowane” nr 4/1904]

Również nasze „Echo Przemyskie” donosiło o zgubnym nałogu gier hazardowych. „Między tutejszymi robotnikami – pisała gazeta – rozpowszechniła się wielce gra w karty, a mianowicie gra hazardowa w ferbla. Na ulicach można spotkać ludzi biednych należących do najniższej klasy grających w karty. Onegdaj przyłapała policya Wasieczka Piotra, Wojciecha Ambrożego i Pawła Kowalczyka grających na straganie przy ulicy Wałowej, również w łozach nad Sanem przyłapano Cypryana Durkalika i Dańko Iwańczuka, którym karty i kwotę 16 hal. odebrano.” [ „Echo Przemyskie” nr 57/1904]
Krwawe tragedie miłosne
„Miłość to uczucie, które zależnie od tego, na jakim gruncie rośnie, w czyjem zaszczepi się sercu, albo czyni ludzi czystymi, jak kryształ, albo najokropniejszymi zbrodniarzami…”. Tymi między innymi słowy krakowskie „Nowości Illustrowane” zagaiły wiadomość o tragedii jaka wydarzyła się „na przemyskim bruku”, w październiku 1904 roku.
„Młody plutonowy 10 pułku piechoty stacyonowanego w Przemyślu, niejaki Józef Koński, zapoznawszy się z tameczną nauczycielką panną Heleną Ekiertówną, pokochał ją całym zasobem uczuć swej młodej gorącej duszy. A panna odpowiedziała mu wzajemnością; nie zważała na to, że jej wybrany nosi miast srebrnych sukienne gwiazdki na kołnierzu swojego munduru. I ona pokochała go szczerze, serdecznie nad życie, nad wszystko. Marzeniem obojga młodych było stanąć kiedyś razem na ślubnym kobiercu.
Ale niestety! rodzice panny uważali plutonowego za nieodpowiednią partyę dla nauczycielki i nie chcieli nawet słyszeć o ich związku. Gdy młodzi kochankowie zobaczyli. że wszystkie ich usiłowania w kierunku przełamania oporu rodziców są bezskuteczne, nastąpiła katastrofa. Postanowili oboje umrzeć i połączyć się na tamtym świecie, skoro na tym nie mogli.

W parku zamkowym Koński za zgodą ukochanej celnym wystrzałem z rewolweru odebrał jej życie, poczem sam udał się do koszar i wystrzałem, skierowanym w własną skroń, zakończył męczarnie swego życia. Na cmentarzu przemyskim czernią się dwie świeże mogiły, co kryją zwłoki nieszczęśliwych kochanków, którzy woleli śmierć w kwiecie wieku, niż życie zdala od siebie!..” [„Nowości Illustrowane” nr 5/1904]
Podobny przypadek miał miejsce w połowie roku, kiedy to „Emil Karas, tambor pułkowy 68 pułku piechoty, rodem z Czech, lat 33 licząc utrzymując c od dłuższego czasu stosunek miłosny z Elżbietą Jałowiecką, 18 lat liczącą, córką Stanisława Jałowieckiego, majstra studniarskiego, wydalił się z koszar i (…) połączywszy się wbrew woli rodziców, ze swą ulubienicą, odjechał razem z nią dorożką do Mościsk, dokąd też wysłała policya telegram o przytrzymanie zbiegów. Dnia następnego przysłano odpowiedź, iż na polu obok Mościsk znaleziono oboje kochanków postrzelonych, Jałowiecką bez życia, Karasa zaś ciężko rannego, którego odstawiono do tamtejszego szpitala.” [„Echo Przemyskie” nr 60/1904]
Odnośnie samobójstw, ale z powodów innych niż wspomniane, nie od rzeczy będzie przypomnieć, że zdarzały się także takie z nędzy. O jednym z nich piszę „Echo Przemyskie” z miesiąca sierpnia 1904 roku. Oto służąca Anna Hływiak, lat 20 licząca, „(…) dłuższy czas pozostająca bez zajęcia usiłowała sobie w dniu 10 sierpnia br. o godz. 10 w nocy w Przemyślu, na Zamku odebrać życie przez użycie dość sporej ilości kwasu siarczanego. Przywołana na miejsce policya odstawiła desperatkę do szpitala.” Niestety, wszelkie usiłowania utrzymania jej przy życiu pozostały bez skutku i wśród strasznych boleści zmarła na drugi dzień rano.” [„Echo Przemyskie” nr 66/1904 ]
(opr. M. Pietrzak)
Źródła:
-
„Echo Przemyskie” nr 23/1904″ z 17 marca 1904
-
„Echo Przemyskie” nr 26/1904 z 27 marca 1904
-
„Echo Przemyskie” nr. 29/1904 z 7 kwietnia 1904
-
„Echo Przemyskie” nr 83/1904 z 13 października 1904
-
„Nowości Illustrowane” nr 4/1904 z 22 października 1904
-
„Echo Przemyskie” nr 57/1904 z 14 lipca 1904
-
„Nowości Illustrowane” nr 5/1904 z 29 października 1904
-
„Echo Przemyskie” nr 60/1904 z dnia 24 lipca 1904
-
„Echo Przemyskie” nr 66/1904 z 14 sierpnia 1904
OBRAZKI Z MIASTA: pozostałe posty







